poniedziałek, 8 czerwca 2015

Ekologia przede wszystkim

Praca w organizacji ekologicznej daje dużo satysfakcji i poczucia, że poprzez niewielkie czyny można zmienić świat na lepsze. Ekologia jest obecna zarówno w naszym życiu jak i pracy. Jednym z naszych zadań w czasie wolontariatu jest promocja ekologii i przygotowanie wydarzeń ekologicznych związanych m.in. z obchodzeniem światowych czy lokalnych dni ekologicznych. 



Światowym dzień planety Ziemi odbywa się co roku 22. kwietnia. W ramach jego obchodów zaprosiliśmy dzieci z pobliskiego przedszkola na zabawy i gry związane z ekologią. Eko quiz, eko  memory, wspólnie rysowanie planety Ziemi czy tzw. „klasy” połączone z sortowaniem odpadów zabawiały dzieci przez 2 godziny. Kilka razy podobnym program przeprowadzaliśmy w dwóch szkołach w ramach dni ekologicznych. Wydawać by się mogło, że dzieci nie są zainteresowane ekologią, ale jest  wręcz przeciwnie i czasami lepiej niż dorośli rozumieją potrzebę dbania o środowisko.



Jedną z ostatnio największych akcji ekologicznych w Chorwacji jest SOS za Jadran, w której Zmergo jest jednym z koordynatorów. Dlaczego SOS? Jadran, czyli Morze Adriatyckie, jest zagrożone w Chorwacji poprzez plany eksploatacji nafty. Pozwolenie na drylowanie otrzymało kilka korporacji.



Tysiące osób w Chorwacji od początku roku protestuje w tej sprawie i wymusza od rządu 
chorwackiego przeprowadzenia referendum. Zagrożone jest nie tylko środowisko, ale i turystyka,  która w Chorwacji jest głównym źródłem dochodu. Akcja otrzymała także międzynarodowe wsparcie - ludzie protestują we Włoszech, Słowenii oraz Austrii. Jeszcze większego znaczenia akcja nabrała po  przyjeździe dyrektora wykonawczego Greenpeace Kumi Naidoo. Nasza organizacja była obecna na  konferencji prasowej w Opatiji z jego udziałem, a nam udało się z nim chwilę porozmawiać, co było  niesamowitym doświadczeniem. Człowiek znany na całym świecie o ogromnej charyzmie i wiedzy, rozmawiał z nami jak z najlepszymi kolegami. Na pewno zapamiętamy ten dzień na długo.


Wracając do bardziej przyziemnych wydarzeń, obchodziliśmy również dzień przeciw używaniu torebek plastykowych. Ubrani w plastykowe worki i mając na sobie zdjęcia zwierząt uwięzionych w torebkach plastykowych spacerowaliśmy po Opatiji. Ludzie patrzyli na nas z niemałym zdumieniem, a my mamy nadzieję, że choć kilku z nich tego dnia podziękowało za reklamówkę w sklepie. Do końca roku zostalo jeszcze dużo czasu więc na pewno uda nam się zorganizowac jeszcze kilka akcji ekologicznych.




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Koniec francuskiej przygody Jagody

15 maja nasza wolontariuszka Jagoda wróciła do ojczyzny. Jako organizacja swego czasu przygotowaliśmy kilka pytań dla naszych byłych wolontariuszy, które pomogą przyszłym EVSowcom lepiej dostosować się do życia za granicą. Przeczytajcie co powiedziała Jagoda:


1. Miejsce projektu: Francja, Agen, Maison de l’Europe de Lot-et-Garonne



2. Okres: 1.09.2014 – 15.05.2015



3. Krótki opis projektu: 

Promowanie Wolontariatu Europejskiego w mieście Agen i pomoc osobom chcącym wziąć udział w projekcie, zajęcia z dziećmi w wieku szkolnym służące szerzeniu wiedzy o UE i Europie, pomoc w organizacji konferencji, debat etc., promowanie Polski


4. Dlaczego EVS i dlaczego w tym kraju? 
Chciałam wyjechać do Francji, ponieważ znałam już język i kraj, a to ułatwiło mi integrację. Z jakich powodów wzięłam udział w projekcie: potrzeba zrobienia przerwy od „normalnego” trybu życia i nabrania do niego dystansu, chęć zdobycia nowych doświadczeń i umiejętności, chęć przebywania we Francji, chęć poznania warunków pracy i funkcjonowania organizacji pozarządowych we Francji, interesujący zakres obowiązków w wybranym projekcie.

5. Ile czasu zajął Ci cały proces wyjazdu na wolontariat (od początku poszukiwań do wyjazdu)? Zaczęłam przygotowywać CV i list motywacyjny, szukać organizacji wysyłającej oraz interesującego projektu na początku lutego 2014. W końcu kwietnia 2014 projekt został wysłany. Zaaprobowano go w drugiej połowie lipca 2014. Wyjechałam na początku września 2014. 


6. Jak wyglądał ten proces? Jakie były największe trudności? 
Niekiedy trudny był kontakt z organizacjami – brak jakiejkolwiek odpowiedzi od wielu z nich. Długie czekanie na decyzję organizacji i na zatwierdzenie projektu było męczące. W roku kiedy aplikowałam i wyjeżdżałam na wolontariat, miała miejsce zmiana programu europejskiego na Erasmus +, co wprowadzało trochę niejasności do całego procesu. Dość stresującym, ale ciekawym doświadczeniem były rozmowy kwalifikacyjne przez Skype/telefon. 


7. Co zaskoczyło Cię najbardziej w kraju goszczącym? 
Dość duże zainteresowanie mną jako obcokrajowcem i naszym krajem, styl pracy organizacji przyjmującej. 

8. Najpiękniejsze miejsce jakie widziałam to Strasburg, Lyon, wydma la Dune de Pilat, wybrzeże skaliste w Marsylii – trudno wybrać jedno najpiękniejsze ze wszystkich które widziałam, ale te cztery są chyba moimi ulubionymi.


9. Najzabawniejsza i najgorsza sytuacja. 
Najgorsza: wracając na święta do Polski, przez spóźnienie pociągu jadącego z Bordeaux na lotnisko nie zdążyłam na samolot. Pojechałam w końcu do Polski następnego dnia, ale sytuacja była bardzo skomplikowana. 
Najzabawniejsza (nie tyle zabawna co bardzo miła): kupując bilet w muzeum w Cahors przyznałam się, że jestem z Polski. Okazało się, że pani sprzedająca bilety też jest Polką. Mieszka we Francji od wielu lat. Opowiedziała mi o swoim życiu, zrobiła herbatę.


10. Jaką poradę dasz ludziom wyjeżdżającym na EVS? 
Trzeba być bardzo cierpliwym przy poszukiwaniach. Będąc już wolontariuszem, warto znaleźć ludzi i zajęcia, które nie są związane z organizacją, dla której się pracuje. Robić to, czego wymagają, i niekoniecznie za bardzo wychodzić poza ramy (chyba że jasno to zaproponują). Nie bać się pytać, jeździć. I starać się uczyć jak najwięcej – wszystkiego.

Serdecznie dziękujemy Jagodzie za nadesłanie odpowiedzi i życzymy dalszych sukcesów. Chcecie dowiedzieć się więcej od samej zainteresowanej, piszcie na maila: jagozu@onet.pl

środa, 22 kwietnia 2015

Podróże wolontariackie

Mieszkając w tak pięknym kraju jak Chorwacja i będąc otoczonym przez niezwykłą 
przyrodę i krajobrazy ciężko wysiedzieć w jednym miejscu. Dlatego też kiedy tylko 
nadarzy się ku temu okazja, staram się podróżować i odkrywać nowe miejsca oraz 
chorwacką kulturę. 




Po 3 miesiącach intensywnej pracy od poniedziałku do piątku,  kiedy nadeszły święta 
Wielkanocne wreszcie mogłam opuścić spokojną Opatiję i odkryć nowe miejsce… 
Razem z moim współlokatorem Samuelem wyruszyliśmy do Ljubljany, położonej 
zaledwie 100 km od Opatiji. Skoro EVS to przygoda, moje podróże też takie powinny 
być. Zamiast więc standardowo pojechać publicznymi środkami transportu, my 
wybraliśmy udaliśmy się do Ljubljany „na stopa”. Taki sposób podróżowania na 
Bałkanach nie jest zbyt popularny. Nam jednak udało się dotrzeć do celu w niecałe 2 
godziny. 




Po drodze jeden z naszych kierowców zaprosił nas na kawę i w czasie rozmowy okazało się, że pracuje z osobami uzależnionymi od narkotyków. Co roku w ramach terapii jeżdżą oni do Hiszpanii do miasta, w którym Samuel studiował przez 3 lata. Nasz następny wybawca na drodze jechał do Ljubljany, aby odebrać swojego kolegę, który wracał z… Wrocławia. Zabrał nas do samego centrum miasta, gdzie przywitało nas pełne słońce i uśmiechnięci ludzie. 





Ljubljana to jedna z mniejszych europejskich stolic. Jest to miasto pełne alternatywnej kultury, otwartych ludzi i niezwykle odprężającej atmosfery. Nad centrum wznosi się zamek, z którego roztacza się przepiękny widok na całe miasto oraz otaczające go góry. W Ljubljanie spotkaliśmy się z czterema innymi wolontariuszkami z Chorwacji. W szóstkę spędziliśmy świetny weekend na odkrywaniu miasta oraz okolicznych miejscowości – Bled i Bohinj – słynących z przepięknych jezior. Pierwszy raz w Słowenii miałam okazję spróbować burgera z … mięsa konia (podobno jedno z najzdrowszych mięs) oraz przepysznego ciasta o 

nazwie „kremšnita”.





Z Ljubljany do Opatiji wróciliśmy z Lisą i Federicą. W poniedziałek wielkanocny zamiast oblewania się wodą (o tej tradycji nikt nie słyszał w Chorwacji), wybraliśmy się wszyscy na inne oblewanie, a mianowicie festiwal wina odbywający się w niewielkim miasteczku na Istrii – Gračisce. Za przyzwoitą cenę 70 kun (około 35 zł), można przez cały dzień delektować wina z lokalnych winiarni. Na początku wszystko przebiega dość spokojnie, każdy dostaje swój kieliszek i książeczkę z opisem win. Jednak po kilku godzinach  humory są coraz lepsze, starszych ludzi i dzieci jest coraz mniej na rzecz młodych. Międzyczasie spotkaliśmy też kierowcę, który zabrał nas do Ljubljany… Zabawa trwała od godzin porannych do wieczornych… Najgorszy był jednak powrót do pracy następnego dnia… 






EVS jest niezwykłą okazja do odkrywania drugich kultur i przepięknych miejsc z  perspektywy lokalnej a nie turystycznej. Po kilku miesiąca mogę w pełni przyznać, że 

czuję się jak w domu, rozumiem tutejszy język i mogę liczyć na wsparcie i pomoc wielu osób.

czwartek, 2 kwietnia 2015

EVS SPOSOBEM NA SŁAWĘ - Marta w Chorwacji

Bycie zagranicznym wolontariuszem w małym mieście, z pewnością może wzbudzić spore zainteresowanie lokalnych mieszkańców. I tak właśnie niedawno odwiedził nas wice-prezydent Opatiji, o czym później mogliśmy przeczytać na każdym lokalnym portalu internetowym, a nasze zdjęcie pojawiły się w najpopularniejszej gazecie w regionie. Miło jest później kupując chleb w sklepie usłyszeć, ze ludzie o nas czytali w gazecie i mają nadzieję, że dobrze nam się tutaj żyje. I tak naprawdę jest… 


Udruga Zmergo jest bardzo aktywna w swojej działalności i prowadzi jednocześnie kilka projektów. Jednym z obecnie ważniejszych działań jest koordynacja największej ekologicznej akcji w kraju – Zelena cistka, która polega na „posprzątaniu” Chorwacji  w ciągu jednego dnia. 


W akcji uczestniczą miasta, szkoły, organizacje i oczywiście wolontariusze. Jednym z moich zadań jest promowanie tego wydarzeń poprzez social media, tworzenie materiałów promocyjnych itp. Ostatnio miałam też okazję wykazać się poprzez zorganizowanie akcji promocyjnej w centrum pobliskiego miasta Rijeka (3. co do wielkości miasto Chorwacji). Było to nie lada wyzwanie, ale okazało się być sporym sukcesem. Razem z resztą zespołu przygotowaliśmy ekologiczne zabawy dla dzieci z pobliskich szkół. Przez dwie godziny było bardzo głośno, ruchliwo, ale i pełno śmiechu. Uczniowie byli naprawdę zadowoleni i my też się świetnie bawiliśmy. 


Przy okazji zaproszona mnie też konferencję prasową, gdzie mogłam powiedzieć kilka słów, co myślę o całej akcji. Później odwiedziła nas telewizja i udzieliłam krótkiego wywiadu, który potem mogłam obejrzeć w regionalnych wiadomościach. Był to zdecydowanie dzień pełen wrażeń, który będę miło wspominać… Póki co nadal kontynuujemy z przygotowaniami do akcji Zelena cistka, która odbywa się w tym roku 18.04…


poniedziałek, 2 marca 2015

European Friends for Green Trends - Marta w Chorwacji

EVS OPATIJA – STARCIE NR 1

Opuszczając Kraków zrezygnowałam ze stabilnej posady w międzynarodowej korporacji oraz zostawiłam przyjaciół i rodzinę, po to aby wyjść ze swojej strefy komfortu i być w miejscu, które naprawdę kocham i robić rzeczy, które dadzą satysfakcje mi, innymi ludziom jak i pomogą środowisku. Mój EVS w Opatiji, niewielkiej chorwackiej miejscowości, właśnie się rozpoczął
Chorwacja przywitała mnie dość chłodno… ale na szczęście tylko pod względem temperatury. Zaraz po tym jak wysiadłam z pociągu, dotarło do mnie, że wzięłam za mało ciepłych rzeczy. Jednak czekała na mnie uśmiechnięta blondynka - Natali, która zaprowadziła mnie do mojego nowego „domu”. Na stole czekała na mnie miska owoców, kawa, Napolitanke, Cedevita i róże w doniczce. Moje mieszkanie jak na bycie wolontariusza przeszło moje najśmielsze oczekiwania – osobny pokój z dużym łóżkiem i szafą, salon z aneksem kuchennym, balkon i dużo przestrzeni.

Moim współlokatorem jak i towarzyszem w czasie EVSu okazał się być Samuel – 27-letni Hiszpan, grafik z wykształcenia. Razem z nim w początkowych dniach dzielnie walczyliśmy z zimnem.







Jednak początkowe chłody szybko minęły i wraz z pojawieniem się słońca, na naszych twarzach zagościł szeroki uśmiech…


Pierwsze dwa tygodnie spędziłam na odkrywaniu okolicy i wdrażaniu się w nowe obowiązki.

Siedziba mojej organizacji Zmergo mieści się w centrum Opatiji (5 min drogi). Biuro jest niewielkie, ale bardzo przytulne. Pierwszy dzień spędziliśmy głównie na formalnościach i przechadzce po mieście. Nie obyło się także bez wizyty na policji w celu zgłoszenia naszego przybycia.


Zmergo jest organizacją promującą postawy ekologiczne i aktywnie działającą w tym kierunku zarówno w Opatiji jak i całym regionie. Koordynuje także krajową akcję sprzątania świata (Zelena Cistka), którą przez następne miesiące będziemy mieć za zadanie intensywnie promować. Udało mi się również napisać mój pierwszy artykuł na stronę organizacji, który znajduję się tutaj.

Praca w Zmergo wydaje mi się być póki co bardzo interesująca i czuję, że mogę się tutaj nauczyć wielu przydatnych rzeczy. Do tej pory mieliśmy okazję wziąć udział m.in. w proteście przeciwko eksploatacji ropy i nafty z Adriatyku w Chorwacji, dzięki czemu po raz pierwszy pojawiłam się także w lokalnej prasie. 


wtorek, 20 stycznia 2015

Czas szybko płynie - Jagoda w Domu Europy

           Czas ma taką niezwykłą właściwość, że płynie bardzo, ale to bardzo szybko. Ani się obejrzałam, a tu już minęły ponad cztery miesiące, od kiedy przestąpiłam po raz pierwszy próg la Maison de l’Europe. Oto i przyszła zima, która w wersji „południowo-zachodnio-francuskiej” jest raczej mieszanką naszych wczesnej jesieni i wiosny. Minęły święta, przyszedł i Nowy Rok… Czas, poza nadzwyczajną prędkością, charakteryzuje się również kurczliwością i zdarza się, że – z różnych powodów - kurczy się on do tego stopnia, że trudno znaleźć choć chwilę, żeby zatrzymać się i pomyśleć nad tym, co minęło. Mnie nareszcie udało się wykroić jego kawałek i korzystając z tego postaram się przypomnieć sobie ostatnie tygodnie.

            Do moich zadań należy promocja wolontariatu europejskiego wśród młodych Francuzów z Agen, jest to bowiem jedna z tych akcji Unii Europejskiej, o których mało kto słyszał. Przeprowadziłam kilka prezentacji na ten temat: pierwszą w biurze Europe Direct, podlegającemu Domowi Europy, kolejną w liceum zawodowym i wreszcie dwa dni temu w jednym z liceów w mieście Villeneuve-sur-Lot. Poza tym odbyłam kilka indywidualnych spotkań z osobami zainteresowanymi wyjazdem, których, ku mojemu zadowoleniu, przybywa. Chociaż od odkrycia w sobie chęci do pracy jako wolontariusz za granicą do momentu wyjazdu wiele może się zdarzyć, cieszę się bardzo, że oni tę chęć wykazują.




            Razem z naszą animatorką kontynuowałyśmy zajęcia z dziećmi w szkole podstawowej w Roquefort. Starałyśmy się przybliżyć im ideę Europy, mówiłyśmy o krajach Unii Europejskiej. Czasem trudno nam było zapanować nad uczniami, bowiem dzisiejsza młodzież to nie młodzież z naszych czasów, mimo tego wszystko nam się udało. Wielką przyjemność sprawiło nam, że te zajęcia stały się ulubionymi dla naszych podopiecznych. I że zapamiętali oni nie tylko postać Roberta Schumana, ale też Bolka i Lolka!
             

            18 grudnia zorganizowaliśmy w Domu Europy wieczór bożonarodzeniowy. Same przygotowania pochłonęły sporo czasu i nerwów. Trzeba było wysłać zaproszenia a potem i przypomnienia, kupić prezenty, udekorować cały budynek, zaplanować zabawy dla dzieci… Mieliśmy w dodatku wspólnie śpiewać, przyjąć Mikołaja (tu: absolutnie nie „świętego”, Francuzi co krok podkreślają swoją laickość), a także przygotować specjały bożonarodzeniowe (oni naprawdę wykorzystują każdą okazję, żeby jeść!). Nieskromnie przyznam, że mój keks zniknął w mgnieniu oka i usłyszałam nawet wyrzuty, że zrobiłam go za mało. Z zadowoleniem obserwowałam, że wszyscy przybyli dobrze się bawili i szybko nawiązali kontakt z innymi.


            Nazajutrz jeszcze przed świtem wsiadłam do pociągu, który miał zawieźć mnie na lotnisko. Miał, bo na pół godziny przed stacją docelową zapowiedziano, że z powodu ukradzionych przewodów elektrycznych (hm, brzmi jakoś znajomo, nieprawda?) dojedziemy z półtoragodzinnym opóźnieniem, co oznaczało, że samolot odleci beze mnie na pokładzie. Z telefonem przy uchu, przez który pomagała mi moja przełożona, wybiegłam z pociągu w Paryżu, w pędzie złapałam taksówkę, pęd ten jednak został zahamowany przez korek na autostradzie. Wyczerpana, znalazłam się na lotnisku Charles de Gaulle, mogłam z daleka popatrzeć na mój samolot. Ponadto w okienku dowiedziałam się, że straciłam także mój bilet powrotny. Samotność egzystencjalna mnie dopadła. Nie było miejsca na jej kontemplację, bo przecież musiałam działać jak najszybciej, żeby dostać się do Polski. Cudem udało się mojej przełożonej kupić mi bilet na następny dzień, przed świętami to nie takie proste. Spędziłam bezsenną noc w Paryżu i musiałam kontynuować podróż. I tu nie miałam zbyt dużo szczęścia, pierwsze poranne metro, to o 5.30, było również opóźnione, ale że była to kwestia kilku minut, zdążyłam na autobus jadący na lotnisko, tym razem Beauvais. Kolejna niespodzianka: skaner nie czytał mojej karty pokładowej! To było już ponad moje siły. Pewien pan na lotnisku zajął się mną i zaprowadził do właściwego okienka. Po przylocie do Polski potrzebowałam kilku dni żeby uwierzyć, że oto dotarłam na miejsce.

Wakacje bożonarodzeniowe się skończyły, sporo teraz pracuję. W tym tygodniu, oprócz dwóch prezentacji na temat wolontariatu europejskiego w Villeneuve-sur-Lot i spotkania z – być może – przyszłymi wolontariuszami, miałam też wizytę w kinie w Tonneins, gdzie odbyło się zebranie organizacji Ecrans 47. Prawdopodobnie w kwietniu wyświetlany będzie któryś z polskich filmów, nadal nie zdecydowano który, i ja przygotuję wprowadzenie. Wczoraj natomiast Dom Europy zorganizował konferencję o portugalskiej imigracji, połączoną z, jakżeby inaczej, degustacją portugalskich potraw, ciast i win. Sądząc po podnieceniu, jakie panowało wokół stołów, wszyscy obecni bardzo polubili tę kuchnię. Z ulgą powitałam sobotni poranek, liczę na chwilę odpoczynku. Najbardziej chyba potrzebuje go mój mózg, który po trzech tygodniach w Polsce dość opornie przestawia się na tryb francuski.

poniedziałek, 27 października 2014

Adam - dobry duch w Scherwiller


W Sierpniu tego roku uczestniczyłem w kursie który przygotował mnie wstępnie do pracy jako wolontariusz przez organizację goszczącą ICE-RF.


Od 1 Września pracuję jako wolontariusz w międzynarodowej organizacji charytatywnej „Emmaus”
w Scherwiller.

Razem ze mną jest jeszcze jedna wolontariuszka. Naszym zadaniem jest pomoc poprzez przyjmowanie wszelkiego rodzaju rzeczy używanych oraz sprzedaż ich na rzecz osobom bezdomnym.

Przyjmujemy różnego rodzaju rzeczy: meble, elektronikę, sprzęt RTV i AGD, obrazy, zegary, monety ubrania, zabawki, aparaty fotograficzne, książki i wiele wiele innych wartościowych rzeczy codziennego użytku.

Podczas wolontariatu wysyłani jesteśmy na obowiązkowe seminaria w których aktywnie uczestniczymy. Podczas seminarium spotykamy innych wolontariuszy wcześniej nam nie znanych którzy pracują w różnych regionach Francji. 


Organizowane są szkolenia o tym na czym polega praca wolontariusza gdzie możemy uzyskać informację o ubezpieczeniu zdrowotnym , informacje o transporcie oraz oczywiście nauka języka francuskiego.


Pierwsze seminarium odbyło się w Sommières w dniach od 15-19.09.14

I będą  następne.


Cieszę się że jestem wolontariuszem wypełniając swoje obowiązki.