Blog poświęcony projektom Wolontariatu Europejskiego realizowanym przez Centrum Inicjatyw UNESCO. Znajdziecie tutaj informacje o projektach, na które wysyłamy wolontariuszy oraz tych, które sami organizujemy. Chcesz wyjechać na wolontariat? Nasz blog jest idealnym miejscem, aby przeczytać relacje "z pierwszej ręki". Chcesz dowiedzieć się czym się zajmujemy? Zapraszamy do lektury bloga i odwiedzenia naszej strony www.unescocentre.pl.
poniedziałek, 11 lipca 2016
wtorek, 2 lutego 2016
Koniec i początek - Marta
Rok temu rozpoczynał się mój
wolontariat w Stowarzyszeniu Zmergo. Po porzuceniu pracy w korporacji i
szybkiego spakowania walizki marzyłam o spacerach wzdłuż morza i oddychania
świeżym powietrzem w odróżnieniu od tego krakowskiego. Wtedy nie myślałam, że moja
życie przez najbliższe 12 miesięcy zmieni tak bardzo.
Jako wolontariusz zdobyłam
doświadczenia w organizacji eventów, pracy w zespole i efektywnego planowania
swoim czasem. Poza tym zarządzanie stroną facebookową mojej organizacji dało mi
możliwość poszerzania wiedzy na temat ochrony środowiska oraz ekologii.
Dodatkowo zajmowałam się projektami w zakresie programu Erasmus+ - „wysłałam“
cztery osoby z Chorwacji na EVS, co dało mi niesamowitą satysfakcję, że mogli
doświadczyć tego co ja. Napisałam także projekt treningu, który czeka na
zaakceptowanie, jak i inne projekty gdzie moja organizacji ma być partnerem. W
Chorwacji też po raz pierwszy organizowałam konferencję prasową i udzielałam
wywiadu do telewizji (po chorwacku). Podsumowując, zdobyłam wiele nowej wiedzy
na temat funkcjonowania organizacji pozarządowych, zarządzania projektami oraz rozwinełam
swoje umiejętności personalne i kompetencje zawodowe. Pisząc moj Youthpass
zdałam sobie sprawę ile tego wydarzyło się w tym roku i ile tego się nauczyłam.
Moje życie zmieniło się także w
strefie personalnej. Drugi wolontariusz pochodzący z Hiszpanii i mój
współlokalor, dzisiaj jest moją drugą połówką. Po wielu rozmowach i rozterkach
postanowaliśmy kontynuować nasze życie w Chorwacji pomimo wielu przeszkód. Na początku
nie wiedzieliśmy gdzie znaleźć mieszkanie i gdzie będziemy pracować, jednak
dzięki naszej determinacji drzwi do szczęścia zaczęły się powoli otwierać. W
realizacji tego planu pomogła nam nasza mentorka, która znalazłam nam tanie
mieszkanie oraz organizacja Zmergo, która zaproponowała mi pracę na 5 miesięcy
po zakończeniu naszego EVS-u.
Dzisiaj pisząc ten tekst siedzę w
nowym mieszkaniu otoczonym przez zielone wzgórza i z widokiem na morze. Wczoraj
do Opatiji przyjechali nowi wolontariusze, których pracę będę wspierać i
pomogać przy realizacji ich projektu. Jutro zamiast o 9, zaczynam pracę o 7:30,
a czekam na mnie sporo obowiązków.
EVS jest szansą dla każdego na
zmianę życia i to od was zależy jak wykorzystacie swój czas. Nie warto czekać,
aż pojawią się możliwość – trzeba tych możliwość szukać, walczyć o nie i nigdy
się nie poddawać.
niedziela, 24 stycznia 2016
Wystawa podsumowująca EVS Marty
Ostatnie
tygodnie mojego pobytu w Chorwacji spędziłam na organizacji wystawy
podsumowującej 12 miesięcy pracy w organizacji Zmergo oraz wielu podróży. Razem
z drugim wolontariuszem, Samuelem, postanowiliśmy uroczyście zakończyć nasz EVS
i nie dać o sobie zapomnieć mieszkańcom Rijeki i Opatiji.

Otwarcie
wystawy zaplanowaliśmy na 15 stycznia. Od początku do końca cała organizacji
tego wydarzenia zależała od nas i byliśmy w pełni odpowiedzialni za każdy
szczegół. Było to niemałe wyzwania wymagające dobrego zarządzania czasem oraz
dostępnym zasobami.
Pierwszym
krokiem było znalezienie miejsca na naszą wystawę. Ponieważ budżet mieliśmy dość
ograniczony szukaliśmy miejsca, gdzie można zorganizować wystawę bezpłatnie,
ale które jednocześnie znajduje się w centrum Rijeki i odwiedzane przez młodych
ludzi. W końcu wybór padł na studencką galerią w jednym klubie
muzyczno-kulturalnym o nazwie Palach. Po oglądnięciu pomieszczeń oraz
uzgodnienia szczegółów z kierowniczką galerii mogliśmy zabrać się za przygotowywanie
materiałów na wystawę.
Przez
kilka dni wybieraliśmy najlepsze zdjęcie z naszej całorocznej kolekcji. W tym
etapie dochodziło do kilku konfliktów, które jednak rozwiązaliśmy konsensusem.
Następnie Samuel zajął się przygotowaniem zdjęć do wywołania, a ja kontaktem z
firmą drukarską oraz stroną finansową. Nie ograniczyliśmy się jedynie do zdjęć,
ale także stworzyliśmy dwa filmy będące przeglądem naszych nagrań z całego
roku, szczególnie z naszych podróży autostopem po Chorwacji i Czarnogórze.

Gdy
materiał do wystawy był gotowy zajęliśmy się promocją. Artykuł napisany przeze
mnie i promujący otwarcie naszej wystawy pojawił się na lokalnych portalach
oraz w jednej z gazet. Co więcej ku naszemu zaskoczeniu także lokalna telewizja
przyjechała do naszego biura i mogliśmy prosto do kamer zachęcić do odwiedzenia
naszej wystawy. Dziennik, w którym się pojawiliśmy możecie zobaczyć tutaj:

Na
dzień otwarcia wystawy zaplanowaliśmy prezentację programu wolontariatu
europejskiego oraz naszych aktywności w czasie trwania projektu. Nie obyło się
też bez cateringu przygotowanego przez nas – polskich zapiekanek i wódki oraz
hiszpańskiej tortilli i sangrii.

W
końcu nadszedł długo oczekiwany dzień 15 stycznia. Rano gotowanie, szybki
makijaż i zawiezienie wszystkiego do galerii. Otwarcie przewidziane było na
godzinę 19, ale jeszcze przed rozpoczęcie udzieliliśmy wywiadu do kamery dla
lokalnego portalu.
Po prezentacji został już tylko
czas na przyjemności – jedzenie, picie, oglądanie zdjęć i filmów. Na otwarcie
przyszło sporo młodych ludzi, którzy byli także zainteresowani EVSem.
Najlepszym uczuciem było spotkanie się z naszymi przyjaciółmi. Wystawę można
było zwiedzić jeszcze przez tydzień po otwarciu. Ku naszemu zaskoczeniu w ciągu
tego tygodnia odwiedziły nas dwie osoby, które zabierały się na stop w czasie
podróży. Było to niesamowite uczucie! I wspaniałe zakończenie mojego EVS-u...
Nasze filmy:
czwartek, 1 października 2015
Wyspa Vis - ucieczka do raju
Po zakończeniu mid-term meetingu (spotkania wolontariuszy w połowie trwania ich projektów) nie chcieliśmy tak szybko opuszczać wspaniałej Dalmacji, więc postanowiliśmy
odkryć jedną z najdalej oddalonych od wybrzeża wysp chorwackich, a mianowicie
Vis. W szóstkę kupiliśmy bilety na prom i żądni przygód wypłynęliśmy w 2
godzinny rejs. Po drodze cudowne widoki Hvaru i Bracu przypominały nam jakie
szczęście mamy mieszkając w tak przepięknym kraju. W końcu dotarliśmy do
naszego celu!
Jeszcze 20 lat temu, wyspa Vis była niedostępna dla
zwykłych turystów. I choć historia tego miejsca sięga czasów Cesarstwa
Rzymskiego (w starożytnych zapisach pojawia się pod nazwą Issa),
przez wieki wyspa była świadkiem walk i wojen, będąc bazą dla armii
brytyjskich, austriackich, włoskich aż w końcu jugosłowiańskich. W czasie
wojny jugosłowiańskiej, pełniła ona rolę fortu wojennego z
ponad 30 obiektami wojskowymi takimi jak szpital czy podziemny tunel dla
okrętów wojennych. Wojska opuściły wyspę w maju 1992 roku i dopiero wtedy
zaczął się tutaj rozwój gospodarczy, a co za tym idzie także ruch
turystyczny. Dzięki temu jednak Vis jest wciąż nieznany dla wielu osób, a
przyroda nie tknięta tak bardzo przez ludzkie ręce.
Prom zatrzymuje się w miejscowości Vis, głównego
miasta wyspy. Znajdują się ono w małej zatoce, a wpływając tam i widząc z
oddali miasto i nabrzeże czuliśmy, że jest tu… inaczej.
W Visie nie zagościliśmy na długo. Głównym celem
tego popołudnia była wizyta w supermarkecie i piekarni oraz zaopatrzenie
się w jedzenie na kolejne 15 godzin. W celu zadecydowania o miejscu spędzenia
dzisiejszej nocy, udaliśmy się do informacji turystycznej, gdzie czekał na nas
uprzejmy starszy pan. Dał nam mapy, zapytał czy mamy nocleg i wskazał ładne
plaże. Jednym z miejsc, które chcieliśmy obowiązkowo zobaczyć była plaża będąc
w top 10 najpiękniejszych plaż Chorwacji, której niestety nazwy nie mogliśmy
sobie przypomnieć. Na szczęście jej zdjęcie widniało na jednym z katalogów,
więc zapytaliśmy o nazwę miłego pana, który wskazał nam na mapie plażę Stončica. Okazała
się być oddalona 7 km od Visu, więc nie zastanawiając się wyruszyliśmy w drogę.
Standardowo zamiast środków komunikacji publicznej
liczyliśmy na pomoc dobrych kierowców. Łapanie stopa w szóstkę wydaje
się dość skomplikowane, jednak ludzie na Visie okazali się być mega
otwarci i po pół godzinie byliśmy prawie na miejscu. Do przejścia pozostały nam
zaledwie 2 kilometry, aby znaleźć się w wymarzonym miejscu. Jednak im bliżej
byliśmy morza, tym mniej wybrzeże przypominało to z katalogu… W końcu
zapytaliśmy napotkanych Austriaków o naszą wymarzoną plażę… która jak się
okazało była po przeciwnej stronie wyspy. Początkowa euforia na chwilę
przygasła, ale niezłamani udaliśmy się na szukanie innej miejscówki – jesteśmy
w końcu na Visie, więc każda plaża musi być piękna. Wdzięczni panu z informacji
turystycznej szliśmy niestrudzenie wzdłuż wybrzeża, które powoli stawało się
coraz bardziej skaliste i niebezpieczne. Silne fale uderzały o brzeg, a słońce
powoli zachodziło za horyzont…
Po wspinaczce wśród skał i zarośli w końcu dotarliśmy
na inną plażę…Ciężko było nazwać ją rajską… Przywitało nas bowiem mnóstwo
śmieci na brzegu i stary opuszczony dom z tabliczką „For sale – 500 000
EURO” (!)
Ok nic nie szkodzi. Jesteśmy na Visie, a to
najważniejsze. Szybkie rozłożenie rzeczy, ustalenie gdzie będzie nasza toaleta
i mogliśmy w końcu spożyć kolację. Gwiazdy, morze, pełnia księżyca… Ostatecznie
nie był tak najgorzej. Byliśmy na końcu długiej zatoki o nazwie Uvala
Velika Smokova, otoczeni przez lasy i bez cywilizacji w obrębie 5 km.
Zapowiadała się przyjemna lipcowa noc. Prawie już zasypialiśmy, gdy nagle
zerwał się silny wiatr. I tak wiało do 5 nad ranem. Marzenie o ciepłej lipcowej
nocy na rajskiej plaży musiało poczekać. Rano jednak obudziło nas spokojne,
czyste morze…
Przed nami były jeszcze 2 kilometry wędrówki wśród pustkowia i opustoszałych wojskowych terenów. W końcu droga asfaltowa! Na końcu drogi zobaczyliśmy te znaki i wszystko nabierało sensu.
KOMIŽA
Naszym następnym przystankiem była Komiža, która jest
drugim co do wielkości miastem na Visie. Miasto to od zawsze słynęło z
rybołówstwa. Zapiski z XVI wieku mówią, że w ciągu jednego dnia wyłowiono
aż 3 miliony sardeli. Dzięki morskiemu urodzaju miasto wzbogacało
się, co pozwoliło na zbudowanie kościoła, fortyfikacji i domów.
Jeden z kościołów w Komižy – sv. Marije (Gospe Gusarice) –powinien was szczególnie zainteresować; znany jest on bowiem z najstarszych w Dalmaciji organów, których twórcą był …. polski mnich, Stjepan Kilarević z Krakowa. Położony jest przepięknie nad samym morzem, a zaraz pod kościołem na słońcu wylegują się turyści. Widok dość niespotykany, a tym bardziej ciekawy.
Komiža ma charakter typowo śródziemnomorski – wąskie
uliczki, jasne kolory budynków i pranie rozwieszona na każdym rogu. W mieście
znajduje się także kilka pięknych plaż z cudownie przejrzystą wodą i bogatym
światem podmorskim. Tutejsze wody pełne są skorupiaków (jastog i hlap),
tuńczyków oraz innych wysokiej jakości ryb. Typowym tutejszym przysmakiem,
który można dostać w każdej piekarni jak i restauracji jest komiška
pogača. Jest to pewnego rodzaju ciasto drożdżowe napełnione w
środku farszem, którego głównym składnikiem są słone ryby typu
sardele lub anchois. Zdecydowanie must-try na Visie!
Z Komižy można dostać się także do pobliskiej
wyspy Biševo słynącej z Błękitnej Jaskini. Z racji
tego, że taka przyjemność kosztuje 150 kun, musieliśmy odpuścić, ale na pewno
warto się tam wybrać.
Noc na rajskiej
plaży – STARCIE NR 2
Opuszczając Komiže, zastanawialiśmy się, czy marzenie
o spędzeniu nocy na jednej z rajskich plaż Visu spełni się tego dnia… Łapiąc
stopa, w końcu dotarliśmy do wymarzonego miejsca. Szybko przekonaliśmy się,
dlaczego Stiniva to jedna z bardziej rozpoznawalnych plaż nie
tylko na Visie, ale i w Chorwacji.
Jednak, aby ujrzeć to prawdziwe piękno przyrody,
należy zejść po dość stromym zboczu, co może potrwać około 20 minut. Cały
wysiłek jest w pełni opłacalny, bo plaża naprawdę przypomina te na tajlandzkich
wyspach. Stinivę zamykają dwie wysokie skały tworząc niewielki przesmyk,
dochodzący do 4 metrów szerokości i oddzielający ją od pełnego morza. Widok
jest zachwycający zarówno od strony lądu jak i od strony morza….W czasie nocy
wysokie skały ochroniły nas od wiatru, a leżaki z baru idealnie sprawdziły się
do spania.
VIS
Ostatnie przedpołudnie przed załadowaniem się na
prom powrotny do Splitu, spędziliśmy w mieście Vis. Zdecydowanie bardziej
podoba mi się Komiža, ale nie mniej Vis jest również przepięknym miastem. Dość
szeroko rozciąga się wzdłuż wybrzeża, oferując odwiedzającym wiele pięknych
plaży. Centrum charakteryzuje podobna architektura o tej z Komižy. Wąskie
uliczki, jasne budynki, ale zdecydowanie więcej osób w kawiarniach i
restauracjach. Vis jest także top destynacją dla nurków z całej Europy
Wsiadając do promu żałowaliśmy, że to wszystko trwało
tak krótko. Po odpłynięciu mogliśmy jeszcze przez chwilę podziwiać Vis i jego
magiczne zakątki…
Ciekawostki
Po raz pierwszy na Visie widziałam drzewo
nazywane przez chorwatów rogač, a przez nas oficjalnie
szarańczyn strąkowy, znany jako drzewo karobowe.
Charakterystyczne dla tego drzewa są owoce, które przypominają trochę
zeschnięte banany. W środku posiadają miękki, brązowawy miąższ oraz nasiona,
które swoimi wartościami odżywczymi porównywalne są do kakao.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Mój pierwszy projekt osobisty – nauka hiszpańskiego dla dzieci
W czasie wolontariatu przychodzi taki czas, kiedy chce się zrobić coś samemu od początku do końca realizując własne pomysły. Dzięki temu każdy wolontariusz ma szansę na realizację swojego personalnego projektu. Moja inicjatywa narodziła się z obserwacji otoczenia wraz z drugim wolontariuszem Samuelem. Od przyjazdu wiele osób wyrażało zainteresowanie językiem hiszpańskim i kulturą tego kraju. Przez ostatnie miesiące mieliśmy także trochę kontaktu z dziećmi poprzez warsztaty dla nich prowadzone w ramach dni ekologiczne. Razem doszliśmy do wniosku, że moglibyśmy w trakcie letnich miesięcy prowadzić lekcje hiszpańskiego dla dzieci. Nasza organizacja skontaktowała się z stowarzyszeniem dla dzieci z Opatiji i tak po kilku rozmowach ustaliliśmy, że będziemy prowadzić zajęcia z języka hiszpańskiego przez dwa tygodnie w ramach letniej półkolonii.
Przygotowania zaczęliśmy już miesiąc przez rozpoczęciem zajęć. Opracowaliśmy wstępny plan po czym spotkaliśmy się z pracownikami stowarzyszanie w celu ustalenia szczegółów. Dostaliśmy od nich ogromne wsparcie oraz materiały do wykorzystania. Nasz program nauki języka hiszpańskiego opierał się głównie na zabawach, piosenkach oraz warsztatach. Ponieważ działalność naszej organizacji związana jest z ekologią, w programie uwzględniliśmy również i ten aspekt.
Zaraz przed rozpoczęciem zajęć naszym zadaniem było także wypromowanie tego wydarzenia w mediach. Moi zadaniem było zorganizowania niewielkiej konferencji prasowej dla lokalnych mediów, napisanie artykułu i promocja na Facebooku. Konferencja prasowała była dla mnie nielada wyzwaniem... Spodziewaliśmy się przybycia na nią maksymalnie dwóch reporterów, a niespodziewania pojawiła się lokalna telewizja... Stres był dodatkowo większy, gdyż wszystko mówiłam w języku chorwackim. Z pomocą kolegi z organizacji, przedstawicielki dziecięcego stowarzyszenia oraz oczywiście mojego hiszpańskiego kolegii konferencja okazała się być sukcesem, a jej przebieg możecie oglądnąć tutaj (od minuty 11:20)
Pierwszy dzień zajęć był dla nas dość stresujący... Nie wiedzieliśmy co nas czeka i obawialiśmy się, że dzieciaki nie będę zainteresowane. Ponieważ dzieci było sporo, bo około 35, każdego dnia były one podzielone na dwie grupy i z każdą mieliśmy 1 godzinę zajęć. Na sam początek przygotowaliśmy dla nich identyfikatory z flagą Hiszpanii oraz ich imieniem, więc pierwsze 10 minut zajęć spędziliśmy na ich rozdawaniu i przy okazji zapoznawaniu się z wszystkimi imionami. Potem wszystko przebiegało bardzo szybko... Nauka podstawowych zwrotów, kolorów, liczb, różnorodne zabawy związane z częściami ciała, zwierzętami, rodziną, warsztaty recyklirania papieru, a przede wszystkim mnóstwo śmiechu i radości.
Bywały gorsze i lepsze momenty; czasami było ciężko skupić uwagę wszystkich dzieciaków i zapanować nad nimi, ale dzięki pomocy pracowników stowarzyszenia mogliśmy zrealizować wszystko to, co zamierzaliśmy. Prawdziwą satysfakcję przynosiło nam to, gdy dzieci potrafiły powtórzyć słowa z dnia poprzedniego czy zaśpiewać piosenki po hiszpańsku, których ich uczyliśmy. Przez dwa tygodnie cała nasza uwaga było skoncentrowana na lekcjach hiszpańskiego i staraniem się, aby jak najlepiej urozmaicić program. Po kilka dniach przyzwyczaiłam się, że dzieci wołają do mnie teta Marta (teta w chor. oznacza ciocia lub w bliższyh relacjach tażke pani).
Ostatni dzień był z jednej strony pełen radości – rozdawania certyfikatów dla każdego z dzieci i malowanie flagi Hiszpanii na ich policzkach, śpiewanie i tańczenie poznanych piosenek oraz wspólne jedzenie hiszpańskiej tortilli. Z drugiej jednak strony zdaliśmy sobie sprawę, że to koniec i będziemy za nimi bardzo tęsknić. Szczególnie było nam miło, gdy mówili nam jak to im się podobało i co oni teraz będą robić bez hiszpańskiego. Ostatnie adios było bardzo ciężkie, ale wspaniałe wspomnienia i uczucie samorealizacji pozostanie na długo...
czwartek, 20 sierpnia 2015
Włoskie wolontariuszki we Wrocławiu!
Hi!
We are Nicoletta
and Marcella, two Italian girls. We'll talk you about our experience in the
Volunteer European Service .We arrived in Wroclaw the first day of July to
start the EVS project in a Summer School. We have always loved to travel and it
was our first time in Poland. We really enjoy the place, its artistic heritage
is really enchanting, and every day you can find different cultural project in
the city like the Cinema Festival in the main square, we also have appreciate
polish typical dishes like Pierogi or all the different kind of soup :) and of
course polish beer .
We really enjoy the
project because working with kids is very gratifying and to help them give us
the opportunity to learn another language. We get in touch with polish culture.
Its tradition is so ancient and the history of Wroclaw so particular, like the
little statues of dwarfs that we have found in many different places, they were
all making some different job.
This project give
us the opportunity to meet a lot of people coming from different country like
Georgian girls with whom we divide the flat and of course Sebastian our tutor
who is really helping us and he is kind of a guide for us.
Our work is to
organize plan for the day of the kids teaching them something while they play
and have fun ,like the day of arts or tolerance or cultural difference.
We are trying to
teach them the mutual respect for other people and different culture by the
destroying of stereotypes. Kids seem to be very interested in the project and
they are very sweet when they try to explain you something or they try to teach
you their games because of their fantasy and naivety .The very difficult part
is to learn Polish .
Not for the teacher
but because is a very difficult language but we are trying to learn it having fun and trying to talk
with polish people.
Now we salute you
and we totally recommend you this experience because it's a good experience to
test our organizational skills and of course to test our selves has individual
.
Goodbye !
Buzka pa!
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
To już połowa…
Zaczynając EVS wydawało mi się, że rok to bardzo dużo czasu… Gdyby przeczytałam informacje o mid-term treningu [treningu dla wolontariuszy, których projekt trwa dłużej niż 6 miesięcy - red CIU], zdałam sobie sprawę, że właśnie mija 6 miesięcy odkąd przyjechałam do Opatiji.
Pierwsze miesiące były bardzo intensywne i pracowite – zapoznawanie się z nowymi obowiązkami, poznawanie nowego miasta, ludzi, dzielenie mieszkania z drugim wolontariuszem – jednym słowem zdobywanie dużo nowej wiedzy i umiejętności. Gdy wreszcie nadeszło upragnione lato, tempo pracy zaczęło nieznacznie spadać, ale przyszedł czas na podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc.
Na półmetku EVSu przychodzi czas na refleksje i małe podsumowanie tego, co do tej pory udało mi się zrobić. Jest to też moment na zaplanowanie kolejnych miesięcy, aby je w 100% wykorzystać. Z tych właśnie przyczyn organizowane są mid-term treningu, na których zbierają się wolontariusze z pozostałych miejsc w Chorwacji. Nasze spotkanie odbyło się w Splicie, w środku upalnego lata.
Podróż do Splitu nie należała do najprzyjemniejszych – 9 godzin w autobusie z Rijeki do Splitu, przemierzając całe wybrzeże Chorwacji i zatrzymując się w każdym mieście po drodze… Szybko jednak zapomniałam o ciężkiej podróży widząc przepiękny Split i moich przyjaciół. Część osób, które uczestniczyło w treningu poznałam już na on-arrivalu [treningu, który odbywa się w kilka tygodni po przyjeździe do kraju goszczącego - red. CIU] w połowie lutego.
Przez kolejne 4 dni spędziliśmy czas na dyskutowaniu o naszych projektach, dzieleniem się wrażeniami, problemami i sukcesami oraz planowaniu pozostałych miesięcy naszego EVSu jak również życie po EVSie. Oprócz tego mieliśmy czas na plaże (od morza dzieliło nas 100 m), zwiedzania przepięknego (choć bardzo upalnego i zatłoczonego) Splitu oraz wspólne imprezy. Nie obyło się także bez tradycyjnej dalmatyńskiej kolacji.
Nowe znajomości, doświadczenia i świeża energia do pracy i samorealizacji to jedne z efektów treningu. Powrót do Opatiji był ciężki nie tylko ze względu na długą podróż autobusem, ale przede wszystkim na świadomość, że to już połowa mojego wolontariatu…I coraz częściej się zastanawiam jak zaplanować moje życie po EVSie…
Subskrybuj:
Posty (Atom)













